Mikroskamieniałości

              Czy małe może być piękne i ciekawe ? Zastanawialiśmy się nad tym, zanim sami nie spróbowaliśmy teraz jesteśmy już tego pewni. Każdy dochodził do tego w inny sposób,czasem przypadkiem czasem zainspirowani efektami poszukiwań znajomych. Teraz nie mamy już wątpliwości że paleo świat chowający się w błotnistym ile, marglu czy glaukonicie potrafi być zaskakujący, różnorodny i wciąga bezgranicznie. Niekiedy jest tak że małe skamieniałości widoczne są gołym okiem i już wtedy widać potencjał, tak jest np. w przypadku nasiłowskiego glaukonitu. Innym razem nie widać nic prócz błotnistej mazi czy wapnistych okruchów. Od czego więc zacząć swoją przygodę z maluchami ? Przede wszystkim podczas swoich poszukiwań warto wziąć próbkę materiału, przepłukać go solidnie i wysuszyć. Okazy można również pozyskiwać trawiąc skałę w occie. W taki sposób pozyskujemy głównie elementy fosforanowe jak zęby, kręgi czy łuski. Ocet trawi wapień i z czasem odsłania to co nas najbardziej interesuje. Skałę przeznaczoną do trawienia łupiemy (np. przy pomocy szczypiec) na kawałki 1-3 cm i zostawiamy w occie na kilka dni. Po około 4-5 dniach wyciągamy większe kawałki a osad delikatnie zlewamy, płuczemy i następnie suszymy. Odłożone wcześniej większe fragmenty wrzucamy do pojemnika i zalewamy nowym octem. Czynność można powtarzać aż do wytrawienia całej skały.  Następnie warto przesiać pozyskany osad w/g frakcji na jakimś sitku. W sklepach zoologiczno-wędkarskich czy na aukcjach internetowych dostępne są zestawy sitek “JBL Artemio 4” które świetnie nadają się do tego celu. Dzięki temu uzyskamy materiał o podobnej wielkości co ułatwi nam późniejsze poszukiwania. Większe frakcje możemy przeszukiwać za pomocą lupy LED, do mniejszych potrzebujemy już mikroskopu. Rozpiętość cenowa sprzętu jest różna a najlepsze urządzenia kosztują nawet kilka tys. zł. Na początek jednak wystarczy poszukać czegoś do zastosowań amatorskich i tutaj musimy zainwestować od kilkudziesięciu złotych za lupę do kilkuset za mikroskop. Kiedy już mamy i osad i sprzęt zaczynamy właściwe poszukiwania. Zwykle na początek przeglądamy największą frakcję za pomocą lupy gdzie najczęściej natrafiamy na elementy szkarłupni, ramienionogi, mięczaki, serpule a nawet zęby czy kręgi. Za pomocą pęsety wyciągamy delikatnie okazy do jakiegoś pudełka i opisujemy je przynajmniej co do miejsca pozyskania (jeśli znamy więcej danych również co do warstwy czy wieku) tak by nie pomylić ich z innymi próbkami. Następnie już pod mikroskopem przeszukujemy drobniejszy osad. Tu możemy znaleźć dodatkowo otwornice, aparaty konodontowe, łuski ryb pancernych, spirale zębowe akantod, kokolity i całą masę nieoznaczalnych szczątków. Jest spory problem z przypisaniem ich do odpowiednich grup organizmów ale właśnie największa satysfakcja jest z odkrywania takich rzadkich a być może i nowych dla nauki skamieniałości. Mamy już pozyskane okazy jednak zanim pójdziemy o krok dalej warto zastanowić się co z przeszukanym osadem. Zamiast go wyrzucać możemy zostawić próbkę w opisanym pojemniku lub … spróbować przeszukać raz jeszcze. Zwłaszcza w iłach nadal mogą chować się mikrusy które przykryte ciemnym osadem umknęły naszemu oku. Można spróbować potraktować je węglowodorem jak na filmie lub potrawić chwilę w occie. Okazy należy potem ponownie wypłukać a jeśli posiadamy myjkę ultradźwiękową poddać kąpieli w celu uzyskania lepszych efektów. Po wysuszeniu wkładamy do właściwych pojemników. Możemy to zrobić na wiele sposobów, na rynku dostępne są różne próbówki, pojemniczki a niekiedy całe zestawy z kasetkami. Te ostatnie kosztują tylko kilka zł i dają zadawalający efekt. Okazy można tam umieścić luzem, zabezpieczając watą, umieszczając na filcu lub tworząc gotowe preparaty.